Popularne posty

Szukaj mnie wśród lawendy. Gabriela.



Skoro mamy wakacje, a ja ich część spędzałam pośród chorwackiej lawendy, musiałam, po prostu musiałam przeczytać trzecią część trylogii o siostrach Skotnickich. Poza tym, przecież już rok temu uprzedzałam, że to zrobię. :) 


Szukaj mnie wśród lawendy

Gabriela

tom 3



Może to zasługa okoliczności przyrody. Może fakt, że po dwóch wcześniej przeczytanych książkach wiedziałam już czego się spodziewać. A może autorka - Agnieszka Lingas-Łoniewska tym razem lepiej poradziła sobie z fabułą. Tak czy inaczej, ostatnią część „Szukaj mnie wśród lawendy” polubiłam najbardziej. 


A może chodzi o to, że największą sympatią zapałałam do Ivo, męża najmłodszej z sióstr Skotnickich. Chociaż Chorwat wspaniale mówi po polsku: „kocham cię dziewczyno z północy”, jak można nie zadrżeć gdy słyszy się:


Ti si moja radost. Nie znam kako sam mogao zivjeti bez tebe. 
Prekrasna djevojka. Hajde, djevojke.
Gabi, ti si tako divna. Volim te. 

W dwóch pierwszych tomach lawendowej trylogii najbardziej brakowało mi Chorwacji. Tutaj wreszcie się jej doczekałam i to nie tylko za sprawą przystojnego Chorwata. Lawendy było tym razem najmniej, ale ktoś może powiedzieć, że się czepiam.


Nie będę opisywała fabuły książki. To typowa lekka powieść. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że to trochę bardziej rozbudowany Harlequin. Trzecia część trylogii „Szukaj mnie wśród lawendy” to historia miłosna Gabrieli i Ivo.


Tło dla miłosnych perypetii tworzy chorwacka wyspa Korcula, którą znamy z poprzednich części. Chorwacki półwysep Peljesac. Wrocław, rodzinne miasto sióstr Skotnickich oraz Włochy. To do Werony Ivo zabiera Gabrielę na pierwszą romantyczną wycieczkę.


Trylogia „Szukaj mnie wśród lawendy”, to lekkie lektury nadające się do czytania na plaży. Nie porywają, nie wymagają skupienia, ale odrywają od zgiełku plażowiczów, a jednocześnie pozwalają nadal słyszeć szum fal.


Myślę, że bez uszczerbku dla akcji można śmiało przeczytać tylko trzecią część trylogii, ale ponieważ książki czyta się bardzo szybko, na urlop można zabrać całą lawendową trylogię.





Nie chcesz stracić kolejnych wpisów - możesz je śledzić za pomocą
Follow
Zapraszam do komentowania i kolejnych odwiedzin. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie.



Jesteś moją radością. Nie wiem, jak mogłem żyć bez ciebie.
Cudowna dziewczyna. Chodź, dziewczyno.
Gabi, jesteś taka cudowna. Kocham cię. (chorw.)
Czytaj dalej »

Dzieci o szkole, Polsce i emigracji.

Całkiem niedawno wspominałam o Polskich Szkołach Internetowych Libratus. Wiem, że są wakacje i temat szkolny może wydawać się nie na miejscu, ;) ale Fundacja Edukacji Polonijnej właśnie rozpoczęła kampanię społeczną pod hasłem: „ Znam swoje korzenie”.




Działania fundacji polegają min. na propagowaniu wśród polskich rodzin mieszkających za granicą chęci przekazywania dzieciom ojczystego języka oraz wiedzy o Polsce. 


Bowiem znajomość swoich korzeni pozwala człowiekowi lepiej się rozwinąć i ukształtować własną tożsamość.

Obecną akcję promuje filmik, który zawiera wypowiedzi dzieci na temat: szkoły, Polski i emigracji. Zachęcam do obejrzenia nie tylko Polaków, którzy żyją poza granicami kraju. Dzieci jak zwykle sprawiły się na medal.






Tak jak poprzednio, udział w akcji biorę na zasadzie dobrowolności. Nie jest to wpis sponsorowany. Ale ponieważ uważam, że warto o tym mówić, proszę o udostępnianie informacji. Nawet jeżeli nie macie w najbliższym otoczeniu emigrantów, to może Wasi znajomi mają. Podaj dalej! <3




-------------------- Materiał prasowy --------------------


Dzieci o szkole, Polsce i emigracji….

             Przebywając poza granicami kraju rodzice niejednokrotnie zastanawiają się nad nauką języka ojczystego swoich dzieci. Jaki sposób wybrać? Czy warto uczyć dzieci dodatkowego języka? Jak dziecko poradzi sobie z nauką?

            Fundacja Edukacji Polonijnej, która koordynuje działania projektu Polskich Szkół Internetowych Libratus  sprawdziła, jak to wygląda z perspektywy dzieci. Co myślą dzieci o szkole, Polsce i emigracji? O zdanie zostali zapytani mali Polacy mieszkający poza granicami kraju. Odpowiedzi na te pytania czekają w poniższym filmiku.

To rodzice są odpowiedzialni za to na jakie tory edukacyjne naprowadzą swoje dzieci. Najważniejsze jest jednak dawanie możliwości dziecku na rozwój. Umiejętności jakie nabędziemy w dzieciństwie w przyszłości będą procentować. A język jest jednym z najpiękniejszych prezentów jakie rodzice mogą przekazać dzieciom. Bezpłatną możliwość nauki dla polskich dzieci, w wieku od 5 – 15 lat oferuje projekt edukacyjny Polskie Szkoły Internetowe Libratus. Zajęcia w ramach projektu Libratus odbywają się o dowolnej porze dnia. To rodzic w oparciu o Internetową Platformę Edukacyjną pełni rolę nauczyciela. Uczeń ma dostęp do szerokiej gamy profesjonalnych materiałów dydaktycznych – scenariuszy lekcji, gier, zabaw i filmów – które zostały przygotowane przez polskich pedagogów. Najmłodsi dzięki Polskim Szkołom Internetowym Libratus uczą się przedmiotów obowiązujących w polskiej szkole, mają też stały kontakt z nauczycielami. Swoją wiedzę dziecko może doskonalić na cotygodniowych zajęciach on-line – Webinariach.

Uczniowie otrzymują legitymację szkolną, a po zdanym egzaminie końcoworocznym także świadectwo i promocję do następnej klasy. Jeśli rodzina zdecyduje się na powrót do Polski, uczeń może bez problemu kontynuować naukę w ramach tutejszego systemu oświaty.

Polskie Szkoły Internetowe Libratus mają już kilka tysięcy zadowolonych absolwentów z całego świata, którzy płynnie posługują się językiem polskim. Projekt współtworzą polskie szkoły partnerskie, polonijne szkoły sobotnie i organizacje - wszystko w trosce o powszechny dostęp do darmowej polskiej edukacji. Szczegóły na temat rekrutacji na nowy rok szkolny można znaleźć na stronie: www.libratus.edu.pl/zapisy2016
Czytaj dalej »

Jak wygląda nauka w Szwajcarii?


Struktura organizacyjna edukacji obowiązkowej.
Szkoły i przedszkola w Szwajcarii.



Myślę, że dzisiejsza lektura może być interesująca nie tylko w ramach ciekawostek o Szwajcarii, ale również na tle nowo rozgorzałych dyskusji o planowanej w Polsce, ponownej reformie szkolnej. A może tak zastosować szwajcarskie rozwiązanie i niech każde województwo ma własną politykę szkolna-przedszkolną?



Wolnoć Tomku w swoim...


Wiele razy podkreślałam, że kiedy pada pytanie "jak to wygląda w Szwajcarii?" lepiej zapytać "jak to wygląda w X kantonie?", a czasami warto także zapytać "jak to wygląda w X gminie?". Dzisiaj na podstawie kilku schematów chciałam Wam pokazać na czym min. polega autonomia szwajcarskich kantonów.

Powiedzmy, że kantony to takie odpowiedniki polskich województw. Wyobraźcie sobie, że Wasze dziecko chodzi do szkoły w województwie łódzkim. Nauczyciele mówią do niego po polsku. A aby wypełnić obowiązek szkolny, latorośl musi skończyć 6 lat szkoły podstawowej i 3 lata gimnazjum.

A teraz sobie wyobraźcie, że gdy dziecko skończyło szkołę podstawową musicie się przeprowadzić do Gdańska. A tutaj nauczyciele mówią po niemiecku. (Tak nadal mówimy o Polsce). W dodatku szkoła podstawowa skończyła się na 5 klasie. Wyobraziliście to sobie? :)

A teraz wyobraźcie sobie, że każde województwo, może posługiwać się jednym z trzech różnych języków, a struktura szkolno-przedszkolna zależy od władz województwa i nie jest jednolita dla całego kraju. Daruję Wam zastanawianie się nad różnicami między powiatami. ;)

Mieszkając w Szwajcarii nic nie trzeba sobie wyobrażać. W Szwajcarii to się dzieje. 26 kantonów ustala własną strukturę szkolną na poziomie nauczania obowiązkowego (obligatorisch), gwarantowanego przez państwo.

Dlatego mając dzieci, które chcemy posłać do szwajcarskiej szkoły czy przedszkola (nie mówię o prywatnych i międzynarodowych placówkach) warto sprawdzić jak wygląda struktura i obowiązek szkolny w danym kantonie, a nawet dokładniej - w miejscu planowanego zamieszkania.


W jakim języku nauczają w szwajcarskiej szkole?


Kryterium - język kantonu. To taki język będzie językiem wykładowym. Chociaż w Szwajcarii obowiązują cztery języki urzędowe, zasadniczo kantony dzielą się na niemieckojęzyczne, francuskojęzyczne i włoskojęzyczne.

Przykład:

język niemiecki
kanton Berno
język francuski
kanton Vaud
język włoski
kanton Ticino


Pocieszający jest zapewne fakt, że w aż 21 kantonach znajdziemy "państwowe" szkoły i przedszkole, gdzie językiem wykładowym jest język niemiecki.

Ale uwaga! W Szwajcarii mamy trzy kantony dwujęzyczne. W kantonach: Berno, Fryburg i Valais nie mogli się zdecydować czy wybrać język niemiecki czy francuski. Dlatego nauka w szkołach może się odbywać w jednym z tych dwóch języków. Trzeba zatem przyjrzeć się konkretnej gminie!


Ile lat trwa szkoła podstawowa w Szwajcarii?


Kryterium - struktura, tzn. ilość lat nauki na poszczególnych szczeblach w ramach kształcenia obowiązkowego. Czyli prościej - ile klas trzeba skończyć na danym poziomie. Dla uproszczenia szczeble te nazwijmy: przedszkole (kolor różowy na schemacie), szkoła podstawowa (kolor żółty), gimnazjum (kolor beżowy).


Układ lat na poszczególnych szczeblach nauki przedstawia się następująco:

  • struktura wzorowana na niemieckiej: 2+6+3
  • struktura wzorowana na francuskiej: 4+4+3
  • struktura wzorowana na włoskiej: 7+2+2


Przykład:

system niemiecki
kanton Solura
system francuski
kanton Genewa
system włoski
kanton Ticino



W tym przypadku ważna, a dla niektórych pocieszająca (lub odwrotnie) może być taka statystyka:

  • Ticino to jedyny kanton z systemem i językiem włoskim,
  • tylko w 6 kantonach (Fryburg, Genewa, Jura, Neuchatel, Vaud, Valais) obowiązuje system francuski, 
  • w 19 kantonach zastaniemy modyfikacje systemu niemieckiego.

We wszystkich kantonach z systemem niemieckim szkoła podstawowa ma 6 klas! Co do niedawna nie było wcale oczywiste. Np. w naszym kantonie dopiero od dwóch lat mamy 6 stopniową szkołę podstawową. Wcześniej nauka kończyła się na klasie 5.


Ile lat trzeba się uczyć w Szwajcarii?


Kryterium - obowiązkowa ilość lat nauki. W Szwajcarii większość kantonów zapewnia i zobowiązuje do 11 lat edukacji. Są jednak kantony, w których obligatoryjna nauka trwa 9 lub 10 lat. Różnice wynikają zazwyczaj z faktu, czy nauka w przedszkolu traktowana jest jako obowiązkowa.


Przykład:

przedszkole
nie jest obowiązkowe
kanton Uri
1 rok przedszkola
obowiązkowy
kanton Nidwalden
2 lata przedszkola
obowiązkowe
kanton Zurych


Jednak zdarza się, że różnica pojawia się na wyższym poziomie. Teraz gdy wszystkie szkoły oparte o system niemiecki mają 6 klas szkoły podstawowej różnica pojawia się poziom wyżej. W kantonie Appenzell Ausserrhoden nauka na 3 szczeblu (odpowiednik polskiego gimnazjum) trwa obowiązkowo tylko 2 lata. To jedyny taki wyjątek.

Siłą rzeczy pomijam tutaj kanton Ticino. Szkoły w tym kantonie oparte są o system włoski, który tak naprawdę bardziej przypomina strukturę 2+5+2+2. Co również daje najczęściej spotykaną w Szwajcarii liczbę 11 lat obowiązkowej nauki.


Przykład:

3 lata gimnazjum
kanton Bazylea-miasto
2 lata gimnazjum
kanton Appenzell Ausserrhoden



Dla uproszczenia w tekście stosuję nazewnictwo odpowiednie dla polskiego schematu edukacyjnego, ale zaznaczę, że nie chodzi o dosłowne tłumaczenie. Gdy używam polskich określeń chodzi mi odpowiednio o:

  • Kindergarten (przedszkole)
  • Primarstufe (szkoła podstawowa)
  • Sekundarstufe I (gimnazjum)



Jeżeli myślicie, że to koniec szkolnych zawiłości, to jako ciekawostkę potraktujcie to zestawienie. Widzicie tu podział i nazewnictwo szkół na trzecim stopniu edukacji. Czyli w Polsce to by było gimnazjum.



Tak w Szwajcarii może wyglądać ścieżka edukacyjna po szkole podstawowej. Każde pole z osobną nazwą lub oznaczeniem to różne szkoły. To trochę tak jakby w Polsce już gimnazjum było podzielone na liceum, technikum i szkołę zawodową. Oczywiście w dużym uproszczeniu. ;)

Grafika przedstawia ten sam stopień edukacji w kantonie, w którym mieszkamy (Argowia) i w sąsiadujących kantonach: Lucerna (15 min jazdy do najbliżej mieszkającej koleżanki), Zurych (50 minut jazdy, kanton w którym pracuje mój mąż), Solura (10 minut jazdy do ulubionego sklepu).


Jak myślicie, który schemat obowiązuje u nas? A może ktoś zgadnie, do której z tych szkół po wakacjach pójdzie nas starszy syn Bartek?  :)




Schematy pochodzą z materiałów serwisu educa.ch - polecam wszystkim rodzicom, którzy planują przeprowadzkę do Szwajcarii i chcą się więcej dowiedzieć o szwajcarskiej polityce szkolno-przedszkolnej.


Jeżeli ten wpis okazał się interesujący lub po prostu lubisz autorkę
- możesz nas polubić lub/i polecić.
♥ Bardzo Ci Dziękuję ♥




Czytaj dalej »

Maj. Co się u nas działo.

Próbowałam sobie odpuścić, ale dręczyła mnie luka w miesięcznych podsumowaniach. I chociaż w maju niewiele, a wręcz prawie nic się u nas nie działo. To jednak podsumowanie musi być. :)




Jeżeli chodzi o miniony miesiąc, to zapamiętałam przede wszystkim deszcz. I jeszcze... deszcz. A i przypomniało mi się, w maju - padało.




Chociaż zdjęcie powyżej temu przeczy, ale uwierzcie mi, to były nieliczne, za to łatwo policzalne chwile kiedy chociaż na moment przestawał siąpić deszcz. A cudem były chwile kiedy pojawiało się słońce.



W poszukiwaniu energii słonecznej, na pierwszy długi majowy weekend udało nam się zbiec ze Szwajcarii. Odwiedziliśmy wtedy 


Lyon



Arles






Genua



To były jedyne ciepłe i w pełni słoneczne dni majowe. Później już było tylko gorzej. Do tego stopnia, że na drugi długi majowy weekend nie było już gdzie uciekać. No chyba, że samolotem, ale samolotu nie mamy. ;)




I to na serio wszystko, co zapamiętałam z miesiąca maja. Słowo "zapamiętałam" jest tutaj kluczem. Otóż pierwszy raz od wielu lat nie robiłam notatek w kalendarzu. Gdyby nie zdjęcia na moim prywatnym Facebooku, pewnie i o wyjeździe bym zapomniała. 

Eksperyment (dosyć przypadkowy) udowodnił jedno. Mogę opanować codzienność bez wsparcia kalendarza. Tym bardziej, że chłopcy doskonale pilnują swoich szkolnych terminów i zajęć dodatkowych. Ja także z dnia na dzień doskonale kojarzę, co mam do zrobienia. :)

Trudność pojawia się gdy mam użyć pamięci epizodycznej (w każdym razie, któregoś z dysków pamięci długotrwałej). Najwidoczniej u mnie to wygląda tak, że pamiętam wszystko do konkretnego terminu, zdarzenia na które czekam. Po terminie, po zadaniu, po wydarzeniu wszystko ze mnie ucieka. 

No prawie wszystko. Zostają emocje. Ale aby odtworzyć konkrety takie jak daty, nazwy miejsc itp. muszę mieć wspomagacze w postaci np. notatek lub zdjęć. A i to nie zawsze mi pomaga. :P


W czerwcu wróciłam do notowania w kalendarzu. Z podsumowaniem powinnam poradzić sobie lepiej. Inna sprawa, że jak tak sięgnę pamięcią, to co pamiętam z czerwca? Deszcz, deszcz i deszcz. :)
Czytaj dalej »

A co Ty robisz dla pszczół?

Lubisz miód?
Lubisz warzywa i owoce? 
A może lubisz kawę? 
Wiesz co łączy bawełnę i... pszczołę?
To dzięki nim możesz to wszystko mieć.
A czy Ty robisz coś dla pszczół?


Ostatnio uparłam się, że mimo wciąż (a raczej wiecznie) padającego deszczu, poprzycinam kwiaty, które rosną w naszych donicach. A uwierzcie mi, że nie cierpię tej roboty. Jeżeli Ty także tego nie lubisz, to sprawdź co mnie zmotywowało. 


Gdybym zapytała Was o lawendę, prawdopodobnie przed oczami mielibyście którąś z odmian lawendy wąskolistnej. Ja także mam ją u siebie na tarasie. Jednak dzisiaj chcę Wam opowiedzieć parę słów o lawendzie francuskiej. Ale najpierw mini test. ;)



Wiem, to było zbyt łatwe. :)


Lawenda francuska

Wydaje mi się, że w Polsce używana jest także nazwa lawenda wielkokwiatowa. Ktoś potwierdzi, sprostuje? :)


Lawenda francuska jest na obrazku A. To co odróżnia ją na pierwszy rzut oka, to podsadki - ten pióropusz z większych płatków. Najczęściej spotykane odmiany mają różowe zabarwienie, ale lawenda francuska może być również koloru białego, fioletowego i niebieskiego.

Ja sama długo przekonywałam się do tej lawendy. Wolałam fioletową lawendę wąskolistną, która jest łatwiejsza w uprawie dzięki swojej mrozoodporności. Lawenda francuska jest delikatniejsza i nie może zimować na dworze. Co mnie w takim razie do niej przekonało?



Pszczoły


W tym miejscu muszę zrobić małą dygresję i zagrać w otwarte karty. 

Nie przepadam za roślinami kwitnącymi. Kwiaty są oczywiście piękną ozdobą, ale taka roślina wymaga o wiele więcej uwagi. Zazwyczaj, aby po przekwitnięciu nadal pięknie się prezentowała, należy powycinać przekwitłe kwiatostany. A czasami to warunek konieczny, aby roślina powtórnie zakwitła.

W dodatku sprzątanie opadających kwiatów, to dodatkowy obowiązek, których przy uprawie ogrodu i tak nie brakuje. Również gdy naszym ogrodem są donice ustawione na balkonie, tarasie czy parapecie okna. Warto o tym pamiętać, gdy wybieramy roślinę, którą chcemy zaadoptować. Ja o tym często zapominam, gdy tylko przekroczę próg sklepu ogrodniczego. ;)



Rośliny kwitnące


Tak też było z lawendą francuską. Kiedy kilka sezonów temu posadziłam ją w trzech długich donicach - wyglądało to oszałamiająco. Mój entuzjazm drastycznie zmalał, gdy przyszedł czas na wycinanie przekwitłych kwiatów. Okazało się, że to praca na wiele godzin, a najbardziej dostał popalić mój kręgosłup.

Lawenda jednak odwdzięczyła się kolejnym pięknym kwitnieniem i w efekcie moich zabiegów w jednym sezonie zakwitła aż trzy razy.


I tutaj wracamy do 


Pszczoły

Myślę, że słyszeliście, że populacja pszczół z roku na rok maleje. Naukowcy zaczęli bić na alarm. Co jakiś czas pojawiają się nowe kampanie i akcje społeczne. Właśnie po jednej z nich zaczęłam się zastanawiać, co my możemy zrobić dla pszczół. 

I tu wracamy do lawendy wąskolistnej i jej przycinania. Wszystkie lawendy są roślinami miododajnymi. Mogłam to zaobserwować sama, gdy pracowicie krążyły wokół lawend rosnących na naszym tarasie. I wtedy mnie oświeciło.

Mogę sadzić w donicach rośliny miododajne (ja zostałam przy lawendzie), a do ich uprawy nie używać żadnych sztucznych nawozów - to jedna z przyczyn zachorowań i masowego ginięcia pszczół. Mogę także, pomimo bólu krzyża, dbać o te rośliny tak, aby jak najdłużej i jak najobficiej kwitły.


Ta dam! I teraz wiecie, co przekonało mnie do wyjścia na deszcz i wielogodzinnej, żmudnej pracy. MUSIAŁAM poprzycinać nasze kwitnące rośliny i nie jest to już tylko lawenda.



Rośliny miododajne


Jest wiele gatunków i odmian roślin nektarodajnych i pyłkodajnych. Wymienię tylko kilka: bukszpan, irga, koniczyna, krzewuszka, lawenda, macierzanka, mniszek lekarski, ognik, pęcherznica, tawuła, wierzba, wrzos, wrzosiec, żylistek. To małe i duże rośliny. Drzewa, krzewy lub drobne roślinki. Naprawdę jest w czym wybierać. 



Ty też możesz zrobić coś dla pszczół!

Bez względu na to, czy masz działkę, balkon czy tylko okno. Możesz zasadzić drzewo, posadzić krzew w donicy lub wystawić doniczkę na parapet za oknem. Każda uratowana pszczoła, to szansa dla nas, bo wbrew pozorom nie chodzi tu tylko o miód.



Pszczoły (oraz inne owady zapylające) pełnią bardzo ważną rolę w środowisku. Czy wiecie, że dzięki zapylaczom mamy około 4000 odmian warzyw, olej i kawę. Gdyby nie one, nie byłoby nasion i owoców.



Dlatego nawet ja, osoba, która deklaruje, że nie lubi roślin kwitnących (lubię na nie patrzeć, ale nie przepadam za ich pielęgnacją) co roku dosadza kolejną roślinkę przyjazną dla pszczół. I nie stosuję w jej uprawie żadnej chemii. Tyle mogę zrobić ja. A Wy co zrobicie dla pszczół? :D



W Polsce działa serwis


Każdy może pomóc w opracowaniu skutecznych planów ochrony pszczół miodnych i dziko żyjących w Polsce.

Wystarczy, że cykniesz zdjęcie napotkanej pszczole, trzmielowi lub innemu zapylaczowi (zapamiętaj gdzie i kiedy to było). Dane umieść w serwisie (baner przeniesie Cię na stronę serwisu). 

Drobny gest, a możesz pomóc. :D



PS.
Całkiem niedawno widziałam program, w którym pszczelarz przyznał się, że zawsze ma przy sobie torebkę z nasionami mniszka lekarskiego i ukradkiem rozsiewa nasiona, gdzie tylko może. Taka mała inspiracja. :D



Zdjęcia pochodzą z kilku różnych sezonów tarasowych. Więcej zdjęć można zobaczyć w kategorii TARAS.



Jeżeli ten wpis okazał się interesujący lub po prostu lubisz autorkę
- możesz nas polubić lub/i polecić.
♥ Bardzo Ci Dziękuję ♥




Czytaj dalej »

Ciąża i poród w Szwajcarii



O tym jak wygląda opieka w czasie ciąży oraz poród w Szwajcarii powinnam napisać już dawno, ponieważ to jedno z najczęściej zadawanych pytań jakie dostawałam w prywatnych wiadomościach.
Chociaż będę mówiła o swoich doświadczeniach sprzed 10 lat, z rozmów z młodszymi koleżankami wnioskuję, że wielkie zmiany w tym czasie nie nastąpiły. 


Lekarz domowy

W Szwajcarii (w Polsce chyba również?) powinno się mieć swojego lekarza rodzinnego (Hausarzt). My o dziwo przez kilka lat doskonale się bez niego obywaliśmy. Z maleńkim Bartkiem (miał 8 miesięcy gdy na stałe tu zamieszkaliśmy) chodziłam do pediatry (Kinderarzt). Sami do lekarza nie musieliśmy chodzić. Jeszcze wtedy byliśmy młodzi i piękni, a przynajmniej zdrowi. ;)

Gdy zaszłam w drugą ciążę od razu zapisałam się do lekarza specjalisty, czyli ginekologa-położnika (Facharzt FMH für Gynäkologie und Geburtshilfe). Warto jednak zaznaczyć, że to nie jest typowa droga.  

Rodowite Szwajcarki bardzo często całą ciążę pozostają pod opieką tylko lekarza rodzinnego. Oczywiście mowa o ciąży, która przebiega prawidłowo. Ja jednak wolę opiekę specjalistyczną, tym bardziej, że podstawowa opieka nad kobietą ciężarną oraz poród pokrywane są w całości z ubezpieczenia zdrowotnego.


Badania w trakcie ciąży

Zaletą chodzenia do specjalisty jest fakt, że wszystkie badania robione są na miejscu, a na wyniki nie trzeba czekać. Poza podstawowymi badaniami, w trakcie ciąży miałam 2 lub 3 razy robione USG. U lekarza rodzinnego analiza krwi i moczu także przeprowadzana jest na miejscu. Na USG dostaje się skierowanie. Co dziwne Szwajcarki bardzo często odpuszczają sobie badania USG lub wykonują tylko jedno.



Ważne! Należy dopilnować aby na wszystkich rachunkach, które dotyczą okresu ciąży była odpowiednia adnotacja. Można nanieść ją samodzielnie. Ubezpieczyciel nie pokryje kosztów jeżeli nie będzie wiedział, że dotyczą one kobiety ciężarnej.




Wybór miejsca porodu

Wiele Szwajcarek nadal wybiera poród domowy. Nie wiem jak dokładnie to wygląda. Podejrzewam, że są dyżury położnych, które przyjadą na wezwanie. Moja znajoma rodziła wszystkie dzieci w domu, z tą samą zaprzyjaźnioną położną.

W ramach podstawowego ubezpieczenia zdrowotnego przysługuje nam wybór szpitala. Mój lekarz prowadzący wskazał mi dwa szpitale, do których mogłam pójść, odbyć wizytę oprowadzającą (nie musiałam się wcześniej umawiać) i zdecydować gdzie chcę rodzić. 

Nie jest prawdą, że szpital musi znajdować się w granicach naszego kantonu. Wydaje mi się, że albo sensownie decyduje bliskość szpitala, albo szpitale podpisują umowy o wzajemnym świadczeniu usług z przyległymi kantonami.

Również nie jest prawdą, że w ramach podstawowego ubezpieczenia można rodzić tylko w szpitalach państwowych. Zdarza się, że prywatne kliniki mają podpisane umowy i można tam rodzić w ramach podstawowego ubezpieczenia. Oczywiście z pominięciem przywilejów, które przysługują kobietom, które opłaciły dodatkowe ubezpieczenie.


Najlepiej o listę szpitali, w których możemy rodzić zapytać swoją kasę chorych lub swojego lekarza prowadzącego.



Co zapewnia podstawowe ubezpieczenie

Badania kontrolne w trakcie ciąży oraz po porodzie. Min. 2 rutynowe echografie oraz badania po porodzie

Poród w domu lub w szpitalu.

Pobyt w szpitalu na sali wieloosobowej (zazwyczaj 3 do 5 osób).

Porady dotyczące karmienia piersią. 

Domowe wizyty położnej (Hebamme) po porodzie.



Ważne! Okres ciąży i porodu nie podlega franszyzie, w tym czasie nie ponosimy żadnego kosztu własnego. Podstawowa opieka zdrowotna pokrywana jest przez ubezpieczenie zdrowotne. Inaczej może to wyglądać w przypadku komplikacji. Warto o szczegóły dopytać swojego ubezpieczyciela!




Poród

Mój poród w Szwajcarii znacząco różnił się od tego w Polsce. Przede wszystkim dlatego, że był w pełni naturalny. Poród w Polsce miałam wywoływany.

Do szpitala przyszłam z Mężem około 2 w nocy, mając już bardzo częste skurcze (dosłownie przyszłam, bo uznałam, że spacer dobrze mi zrobi, dzielił nas dystans ok. 0,5 km). Igorek przyszedł na świat około 4 nad ranem.

Za namową położnej rodziłam w wannie. Mąż nawet na chwilę mnie nie odstępował. (W Polsce pomimo opcji porodu rodzinnego byliśmy kilkukrotnie rozdzielani.) Ta sama położna, która przyszła po nas na recepcję szpitalną była przy nas od początku do końca porodu. Także ona zajmowała się mną i Igorkiem w pierwszych godzinach po porodzie. 

Poza moim lekarzem prowadzącym, który zajrzał na chwilę na salę, zerknął jak sobie radzę (ja albo położna, nie jestem pewna) ;) nie widziałam nikogo więcej z personelu szpitalnego przez cały okres porodu i tuż po nim.

Ta sama położna umyła mnie i dziecko. Ważenie i mierzenie odbywało się na tej samej sali w naszej obecności. Mój Mąż jako pierwszy ubierał Igorka. (Położna pyta, czy tatuś chce to zrobić.) 

Na koniec ta sama położna przyniosła nam tacę usłaną płatkami róż i szampana. Tak, tak - a wszystko w ramach podstawowego ubezpieczenia. :)

Oczywiście biorę poprawkę na to, że rodziłam w środku nocy i ruch szpitalny jest wtedy mniejszy.



Pobyt w szpitalu

Standard jest taki, że po porodzie naturalnym bez komplikacji pobyt w szpitalu trwa około 3 dni. Po cesarskim cięciu 5-7 dni. Ubezpieczenie (podobno) pokrywa pobyt do 10 dni. Ja na własną prośbę na noc wróciłam już do domu. Dlatego o pobycie w szpitalu niewiele mogę powiedzieć. 

Pamiętam, że nigdy nie rozdzielano mnie z dzieckiem. Igorek spał obok mnie na sali. Gdy zabierano go na badania lub do kąpieli zawsze towarzyszył mu Mąż lub ja. 



Ciekawostka. Nikt nie pytał nas o własne ubranka, kosmetyki czy pieluszki. Pomimo rzetelnie spakowanej torby, nawet raz jej w szpitalu nie otworzyliśmy. :)




Opieka po porodzie

Zaraz po powrocie do domu zgłasza się do nas położna. Dzwoni i umawia się na odwiedziny. Ilość wizyt zależna jest od długości naszego pobytu w szpitalu. Położna za każdym razem bada kobietę i dziecko. Sprawdza czy radzimy sobie z karmieniem. Podpowiada jak opiekować się maleństwem i dbać o siebie w połogu.

W ramach podstawowego ubezpieczenia przysługuje nam także badanie po porodzie (6/10 połogu)


Ubezpieczenie dziecka

Dziecko najlepiej zgłosić do ubezpieczenia jeszcze przed narodzinami. Najlepiej nie później niż miesiąc przed planowanym terminem rozwiązania. Daje to gwarancję, że od momentu narodzin dzieciątko będzie objęte opieką zdrowotną w ramach ubezpieczenia.

W przeciwnym razie koszty poza porodowe, opieka w razie komplikacji pokrywane są z ubezpieczenia matki i najczęściej podlegają franszyzie.


Najważniejsze informacje


Koszty podstawowej opieki zdrowotnej w okresie ciąży oraz poród pokrywane są w pełni przez ubezpieczenie zdrowotne i nie podlegają franszyzie. Mówimy o prawidłowo przebiegającej ciąży i porodzie.

Jeżeli chcemy zapewnić sobie wyższy standard opieki lub np. nieograniczony wybór szpitala, należy odpowiednio wcześnie podwyższyć swoje ubezpieczenie. Z tego też powodu warto skontaktować się z kasą chorych nawet na rok przed planowaną ciążą.

Aby ubezpieczenie pokrywało rachunki należy zgłosić ciążę i pilnować aby rachunki były opatrzone adnotacją „ciąża”.

Aby nowonarodzone dziecko od pierwszego dnia narodzin było objęte własnym ubezpieczeniem zdrowotnym, należy jeszcze przed narodzinami zgłosić dziecko do kasy chorych.


Mam nadzieję, że te informacje dają ogólny pogląd na to, jak wygląda ciąża oraz poród w Szwajcarii. Zawsze warto dopytać o szczegóły swojego ubezpieczyciela. I pamiętajcie, że jak to w Szwajcarii - kanton kantonowi nie jest równy. Różnice mogą także wynikać z rodzaju ubezpieczenia oraz w której kasie chorych została podpisana umowa.



Jeżeli w Polsce czekasz na rozwiązanie ciąży, przeczytaj o tym jak powinna wyglądać opieka nad Tobą i dzieckiem, abyś mogła powiedzieć, że rodziłaś po ludzku.



Przyszłym rodzicom życzę szczęśliwego rozwiązania, 
a maluszkom miłości, zdrowia i troski najbliższych.






Jeżeli ten wpis okazał się interesujący lub po prostu lubisz autorkę
- możesz nas polubić lub/i polecić.
♥ Bardzo Ci Dziękuję ♥




Czytaj dalej »

Bezpłatna polska edukacja dla dzieci mieszkających za granicą.

Dzisiejszy post skierowany jest głównie do polskich rodzin, które mieszkają poza granicami kraju. Jeżeli znacie takie rodziny, to śmiało poślijcie ten link dalej w świat. :)

Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie Pani Marta Prochot, od której dowiedziałam się o istnieniu Polskich Szkół "Libratus". Niestety w ferworze rozłączania blogów i przeprowadzki blogowej temat zupełnie mi umknął, a w najbliższą niedzielę mija termin zapisu do szkół.

Dlatego nie przedłużając zamieszczam informacje uzyskane od Pani Marty. Może kogoś zainteresuje taka forma nauki i kontaktu z językiem polskim. Tym bardziej, że na koniec roku szkolnego można uzyskać polskie świadectwo szkolne!





Polskie Szkoły Internetowe Libratus



Libratus to bezpłatny projekt edukacyjny umożliwiający polskim dzieciom przebywającym na emigracji dostęp do edukacji w ramach polskiego systemu oświaty

Dostęp do Internetowej Platformy Edukacyjnej, gama multimedialnych materiałów, filmików i prezentacji została specjalnie przygotowana, aby pomóc tym, którzy wyjechali nie tracić kontaktu z Ojczyzną.  

Realizacja nauki w tym systemie to nie tylko szansa na dwujęzyczność i kontakt z językiem polskim, ale także możliwość uzyskania państwowego świadectwa- takiego samego, jakie otrzymują dzieci uczące się stacjonarnie w Polsce. 


Możliwość bezpłatnej nauki 

dla polskich dzieci za granicą




Polskie Szkoły Internetowe Libratus to innowacyjny projekt edukacyjny pomagający dzieciom Polaków przebywających za granicą w utrzymaniu kontaktu z Ojczyzną. Projekt wspiera polskich emigrantów w edukacji ich dzieci na poziomie zerówki i szkoły podstawowej.

Zespół tworzący projekt dokłada wszelkich starań, aby nauka przynosiła jak najlepsze efekty, a równocześnie wiązała się z przyjemnością płynącą z obcowania z językiem i kulturą polską.

Edukacja opiera się na idei tzw. nauczania domowego, w którym to rodzic staje się nauczycielem dla swojego dziecka, natomiast cały proces nauczania wspierany jest przez multimedialne materiały edukacyjne udostępniane na Internetowej Platformie Edukacyjnej.

Ważnym elementem nauki są Webinaria, czyli odbywające się na żywo cotygodniowe spotkania on-line z polskimi nauczycielami, przeniesione ze szkolnej ławki do Internetu.

Zajęcia składają się z wykładu wzbogaconego o interesujące prezentacje, filmy edukacyjne, interaktywną tablicę oraz gry i zabawy dla najmłodszych. Uczniowie aktywnie biorą udział w spotkaniach poprzez wspólne rozwiązywanie zadań, rebusów i łamigłówek.

Na końcu każdej tego typu lekcji istnieje możliwość omówienia problemów napotkanych podczas realizowania materiału zamieszczonego na platformie, z czego korzystają zarówno uczniowie jak i ich rodzice.

Każdy rok nauki kończy się egzaminem klasyfikacyjnym. Po jego zdaniu, uczeń otrzymuje państwowe świadectwo, które m.in. eliminuje ryzyko powtarzania klasy po powrocie dziecka do kraju.

Aby rozpocząć naukę w Polskich Szkołach Internetowych Libratus w roku szkolnym 2016/2017 należy zarejestrować się na stronie: https://www.libratus.edu.pl/zapisy2016/ Liczba miejsc jest ograniczona. Decyduje kolejność zgłoszeń.



Bardzo proszę - jeżeli znacie polskie rodziny, którym zależy na tym aby ich dzieci pobierały naukę również w polskim systemie edukacyjnym - podeślijcie im tą informację lub link do strony na Facebooku https://www.facebook.com/PSI.Libratus 



Dziękuję. :)




PS. Wpis nie jest sponsorowany. Uważam jednak, że warto o nim głośno i szeroko mówić, bo dla dzieci wielu z nas (mam na myśli Polaków mieszkających za granicą, poza wielkimi aglomeracjami) to jedyna szansa na kontynuowanie lub rozpoczęcie nauki w języku polskim, z możliwością uzyskania państwowego świadectwa.
Czytaj dalej »
Copyright © 2016 Fragmentator - blog kobiecy , Blogger